Droga Natalio,

piszę do Ciebie, bo Cię dawno nie widziałam( czekaj, czekaj.. tak, to było wczoraj!).

Taka nowa forma dialogu, a może monologu, bo w sumie wypowiadam się tylko ja. NIE UWIERZYSZ CO SIĘ STAŁO! Pamiętasz, jak mówiłam Ci, że idę z mamą do teatru w ten weekend? No tak, poszłam. Spektakt pt. ‘Persona. Marilyn” po pierwszej połowie określiłam jako Sztukę przez wielkie S, ale co się stało potem..

No więc pierwsza połowa sztuki to było takie rozpaczanie nad tym, jaka to ta miłość trudna i nad sensem życia blablabla, potem przerwa, wracamy sobie, siadamy, podnosi się kurtyna. Głowna aktorka ( Sandra Korzeniak) leży sobie na stole w stałym outficie dzisiejszego wieczora ( się znaczy prawie nago). Wchodzi na scenę Bosak, powiedział parę zdań roli i nagle: Przepraszam Państwa, ale ta koleżanka będzie dalej grała SAMA, ja już tu nie gram. Przepraszam. WYSZEDŁ! No ale luz, myślę sobie: reżyser (Krystian Lupa) zaszalał. Na scenę wchodzi Władysław Kowalski, cośtam się pokrzątał, zaczął mówić swoją rolę, a ta co grała Marilyn śmieje się, no normalnie zalewa się śmiechem, przerywa mu i mówi: “Przepraszam,ale ja musze sobie pomalować usta, a w sumie to ten młody… jak mu tam… BOSAK?! On powiedział, że tu nie będzie grał. “( podeszła do drzwi)” SRATATATA!” -trzasnęła i wyszła!

Na scenie został Kowalski, wzruszył ramionami i powiedział: “No sam tego spektaklu nie zagram!” Operator zapala światła na widowni.

Przerwa techniczna 15 minut. Mnóstwo insynuacji, że chyba aktorzy są pijani, no ale to takie tam było gadanie między widzami, swoją drogą połowa ludzi wyszła.

Koniec przerwy, na scenę wywołana okrzykami wchodzi Marilyn. Zatacza się z lekka, znowu dumnie paraduje naga po scenie. Kładzie się na stole. Wchodzi Kowalski, a Marilyn nagle zaczyna mówić po angielsku: Not now, not now! Please. Not now!

Kowalski lekko zdezorientowany dalej gra, przynajmniej próbuje, ale Marilyn zdecydowanie nie jest w stanie kontynuować. Operator gasi światła,a widownia słyszy w tym momencie: KURWA. Światło mi gasicie? Po chuja? Zapalcie! ŚWIATŁO MI ZGASILI ŻEBYM JUŻ DALEJ NIE GRAŁA. ( ciemność była, ale chyba ją wyciągnęli ze sceny siłą)

10 minut później wchodzi na scenę pracownik teatru, ogłasza że pieniądze za bilety zostaną zwrócone. Przepraszamy.

Że tak powiem, FUCK I’M IN WARSAW. Nigdzie indziej nie jest to możliwe żeby aktorka grająca Marilyn była bardziej pijana niż postać, którą miała zagrać.

PS: Tak Nati, kocham Warszawę:)

Zuzu (without Nati)

Wszystkim chętnym polecam tę sztukę, jutro w dramatycznym powtórka. Ciekawe jak Sandra Korzeniak gra na MEGAkacu..